Wakacyjny konkurs „Książka za recenzję” rozstrzygnięty

Nagrodą w wakacyjnym konkursie „Książka za recenzję” jest powieść Joanny M. Chmielewskiej ze specjalną dedykacją Autorki. Miło nam poinformować, że nagroda wędruje do Sylwii Ciesielskiej-Olichwiruk.

Gratulujemy i Zwyciężczyni, i pozostałym osobom, które nadesłały swoje prace na konkurs.

Za współpracę i przekazanie nagrody z serca dziękujemy   Pani Joannie M. Chmielewskiej, autorce książek, w których Czytelnicy „zakochali się od pierwszej strony”.

A oto nagrodzona recenzja:

Mąż zastępczy” Joanny M. Chmielewskiej to początek mojej znajomości z twórczością tej autorki. Sięgnęłam po tę właśnie pozycję jako pierwszą ze względu na intrygujący i wiele obiecujący tytuł. I nie rozczarowałam się! Lektura lekka, na ogół przyjemna, idealna na letni czas wakacyjny, ale równie dobrze czytałoby się ją również o każdej innej porze roku; dobra propozycja na jesienną szarugę, chandrę czy zwykłe zmęczenie szarą często rzeczywistością. Jest tu spora dawka humoru (bezapelacyjnie prym wiedzie czteroletnia Antosia ze swoimi rezolutnymi sformułowaniami i szczerymi pytaniami pasującymi w niektórych sytuacjach jak pięść do oka i strącającymi dorosłych z pantałyku), ale i garść refleksji i nie narzucających się nachalnie mądrości życiowych dotyczących relacji międzyludzkich. Tego, że ważne jest, aby rozmawiać ze sobą, mówić o swoich uczuciach, potrzebach, oczekiwaniach, żeby spróbować dać drugiej stronie szansę, czy nawet podjąć walkę o drugą osobę, że ludzie potrzebują, aby ktoś ich wysłuchał, nie koniecznie oczekując osądu i porad, że do szczęścia potrzebujemy drugiego człowieka.

Główny bohater, Piotr, jest w moich oczach nie tylko mężem zastępczym, ale wręcz idealnym (choć takich podobno nie ma). Co strzeliło tej Karolinie do głowy, żeby zamienić go na dzieciatego, rozwiedzionego „Wypłosza” ?? Piotr to prawdziwa złota rączka, co to zaradzi każdej awarii domowej, wykona każde zlecenie poprawiające funkcjonowanie domostwa, jest uprzejmy, ciepły, cierpliwy, wrażliwy na innych, nie pije alkoholu, bo ma na niego uczulenie (oby takich alergii w społeczeństwie jak najwięcej!), nie pali, nie przeklina, jak większość fachowców w branży budowlanej, ma świetne podejście do dzieci i młodych ludzi, dla których staje się autorytetem, umie powstrzymać pierwotne samcze instynkty (nawet za cenę uznania go przez kusicielkę za dupka), a do tego zna na pamięć treny Kochanowskiego i poezję Leśmiana! Wow! No tak, to przecież tylko książka, tyle pozytywów w jednym facecie w realu z pewnością nie doświadczyć! Ale nic to! I tak przyjemnie jest poczytać o kimś takim, wszak miło pomarzyć…

Piotr dzięki swojej profesji męża zastępczego staje się częścią życia wielu obcych mu dotąd ludzi. Wnosi w ich historię dobre słowo, ciepło, empatię, nadzieję, jest dobrym słuchaczem, z niektórymi zawiera trwałe znajomości czy nawet przyjaźnie, ratuje życie, wyciąga z dołków emocjonalnych, okazuje zainteresowanie, dostrzega potencjał, dopinguje, dodaje odwagi. Zostawia trwały, dobry ślad. A na koniec zostaje za swoje początkowe upokorzenie i ból spowodowany odejściem żony, a następnie za dobro wyświadczone różnym mniej lub bardziej pokiereszowanym przez los duszyczkom nagrodzony: na jego drodze staje po wielu latach dziewczyna, dziś już kobieta, też po przejściach, sympatia z czasów dzieciństwa i wygląda na to, że to przeznaczenie, oboje są bez zobowiązań w postaci dzieci, mogą się na nowo odkryć i zachwycić znów sobą, jak tą maską wojownika, wyciągniętą gdzieś z pawlacza i odkurzoną po latach…

Wiem jedno: już się cieszę na czas spędzony na czytaniu innych tytułów Joanny M. Chmielewskiej.

PS. Dzięki lekturze moja wiedza wzbogaciła się o nowe terminy. Dowiedziałam się o felinoterapii (dogo- czy hipoterapia były mi już dawno znane, ale o „kototerapii” nie słyszałam dotąd) i o zjawisku, można go chyba nazwać socjopsychologicznym, jakim są lalki reborn.

Autor: Sylwia Ciesielska-Olichwiruk

A oto pozostałe recenzje. Ich Autorzy otrzymują nagrody pocieszenia.

„Złodziejka opowieści” Joanny M. Chmielewskiej

Do niedawna czytałam książki Joanny Chmielewskiej, tej od kryminałów – dopiero Monika A. Oleksa otworzyła mi oczy na jeszcze jedną. I cóż? Przyznam, że dopiero teraz zaczęłam czytać. Trochę jest to dla mnie uciążliwe, bo zwierzaki… bo owoce… bo chwasty urosły jak drzewa. Ale jak tylko znajdę czas, to ruszę z czytaniem, bo „Poduszkę w różowe słonie” – zaczęłam…, „Karminowy szal” – zaczęłam, „Sukienkę z mgieł” – zaczęłam… Nie chcę tych książek tak sobie przeczytać. Chcę je przeżyć i zrozumieć każde słowo – tak jak mi się udało z książkami Moniki (Monika A. Oleksa). Każda z książek Pani Joasi nęci ogromnie. I każda zaprasza, by czytać dalej… I co? Udało się! Przeczytałam książkę Joanny M. Chmielewskiej! Nie była ona z listy wyżej wymienionych – jako zaczęte. To książka „z elementem przestęczym” – „Złodziejka opowieści”. Za takie przestępstwa to powinni nagrody dawać! Książka jest pełna emocji – różnych – skrajnych. Są też elementy humorystyczne, jak tłumaczenie Donaty: „… byłam strasznie głodna, nic jeszcze dziś nie jadłam. Od rana tylko kawa i cztery pogrzeby…”. Książka jest bardzo prawdziwa – historie, można by rzec – autentyki, i to chyba najbardziej lubię w książkach. Zaczęłam sobie zaznaczać to, co dla mnie w książce było najważniejsze, ale dałam sobie spokój – książkę wypożyczyłam z MBP w Bychawie, a za mną już była kolejka. Poczekam na swoją książkę – na spotkaniu z Autorką, bo mam nadzieję, że takie się odbędzie w niedalekiej przyszłości. Książka niezwykle mnie poruszyła i zachęciła, by sięgnąć po kolejne – oczywiście autorstwa Joanny M. Chmielewskiej. Zainspirowała mnie do spisania rodzinnych historii, anegdot – bo szkoda by było, aby przepadły, a tak chociaż papier będzie zatrzymywał wspomnienia, bo ja podobnie jak tytułowa bohaterka uwielbiałam i uwielbiam słuchać opowieści – kiedyś dziadka i babci, i innych, którym jako dziecko zadawałam strasznie dużo pytań. Jeśli są takie złodziejki i złodzieje, to bardzo dobrze! Serdecznie dziękuję za taką książkę i mam nadzieję, że z większą determinacją wezmę się za pozostałe. Życzę przyjemnej lektury. Autor: Polka, nie Gęś.

Joanna M. Chmielewska „Karminowy szal” 

„Karminowy szal” nie jest książką, którą się czyta i odkłada. Przynajmniej dla mnie. To książka, którą się karmi duszę; która kiedy trzeba zakleja bolesne rany wspomnień plasterkiem zrozumienia i empatii; która pozwala otworzyć okno serca i bez lęku wsłuchać się w to, co w sercu nam gada. To książka o tym, jak jedno spotkanie w pozornie przypadkowej kawiarni, przy zwykłym grzanym winie, może być niezłym początkiem drogi, na której można rozprawić się z złą przeszłością – i o tym, że to, czego nie pożegnaliśmy w odpowiednim czasie, będzie się za nami wlokło i uprzykrzało życie.

Magda, Marta i Marysia spotykają się, żeby powspominać, ale wino (dobre, grzane wino!) pomaga im podjąć decyzję, której na pewno nie będą żałować. Czy plan, jaki się zrodził się pewnego wieczoru, w kawiarni „Pod Liliowym Kapeluszem”, ma szanse na powodzenie? Czy dziewczyny ostatecznie wyjdą ze wszystkich trudności zwycięsko? No i co ma do tego karminowy szal?

Książka, która budzi skrajne emocje i pozwala na niepohamowane wybuchy śmiechu i na niemożliwe do ukrycia łzy. Książka, którą dla samej siebie nazwałam „bajką terapeutyczną dla dorosłych”.

Zdecydowanie i stanowczo polecam.

Autor: <<dees>>