Tula. Zilustruj treść bajki Grażyny Lutosławskiej i weź udział w wystawie

Wykonaj ilustrację do bajki „Tula” Grażyny Lutosławskiej i weź udział we wspólnej wystawie. Technika, format, wiek autora pracy – dowolne!  Gotową pracę przynieś do biblioteki w Bychawie lub Starej Wsi Pierwszej. Czekamy do 16 września 2019 r. Prace zostaną wyeksponowane na wspólnej wystawie w Starowiejskiej Galeryjce „Lazur”.

Grażyna Lutosławska: Tula

Pewnego dnia na łące pojawił się słoń. – Co się tak patrzysz? Słonia nie widziałaś? – Burknął do krowy, która miała na imię Tula. – Nie, nigdy- zamuczała Tula.       – Napatrzyłaś się już?  No to lecę. Ale nie poleciał, bo kto to widział latające słonie. – Jak chcesz, to możesz zostać- zaproponowała krasula.  – A co niby miałabym tu robić? – zdziwił się słoń.- Będziemy sobie razem stać na łące i żuć trawę. – Tu?- słoń z pogardą zwinął trąbę. – Możemy tam – krasula Tula zrobiła dwa kroki w lewo, ale słoń ani myślał iść za nią. – Słonie nie chodzą za krowami – wyjaśnił i już z chciał odejść tam skąd przyszedł, ale nie odszedł, bo nie mógł sobie przypomnieć, w która stronę. – Skąd się tu wziąłeś? – Tula wciąż przyglądała mu się ciekawie. – Ze świata – machnął dumnie ogonem. – Ze świata… –  rozmarzyła się krowa. – Czy to daleko? – A ty co? Świata nie widziałaś? – Nie – Tula podróżowała tylko z łąki do domu. I odwrotnie. – A jak tam jest? – Gorąco – słoń powachlował się uszami. – Tu też bywa gorąco – zapewniła go Tula. – Ale tam jest bardziej. I do tego pada deszcz. – Tu też czasem pada –Tula lubiła, kiedy krople deszczu łaskotały ja w grzbiet. – Ale tam bardziej –słoń nie dawał za wygraną. – A do tego tam rosną kwiaty. – Tu … – zaczęła Tula. – Nie takie- przerwał jej słoń i podniósł nogę. Spojrzał z wyższością na te, które właśnie podeptał. – tam rosną taaaaaakie kwiaty! Tula nie wiedziała, co ma teraz powiedzieć. Spuściła łeb i zjadła kilka kwiatów koniczyny.  I garść stokrotek. – Tu rosną najlepsze kwiaty – uśmiechnęła się. – Masz liść miedzy zębami- zaważył słoń. – Tu? – Tula przesunęła jęzorem po zębach. – Już? – zapytała i przysunęła głowę do słonia. Słoń nie spojrzał, bo kto to widział, żeby słoń zaglądał krowie do pyska. – Głodny jestem – mruknął. – Poczęstuj się proszę – Tula odsunęła się, żeby słoń mógł sobie wybrać ten kawałek łąki, który najbardziej mu się spodoba. – O, tu jest bardzo soczysta trawa – podpowiedziała.  Tu? – słoń chciał się zaśmiać, ale słonie się nie śmieją, powachlował się wiec uszami. – Nie podoba ci się tu – Tula posmutniała. – A co tu jest do podobania? – mruknął słoń i zamknął oczy. – Tam, skąd przybywam, wszystko jest ładniejsze. I góry są wyższe. – Tu wcale nie ma gór – Tula dla pewności rozejrzała się po okolicy. – No przecież mówię. U nas są wyższe – powiedział słoń i spojrzał na krasulę z wyższością. – U nas słońce zachodzi… – U nas też zachodzi – ucieszyła się Tula, ale słoń jej przerwał: – U nas zachodzi za góry. – A tu… – zaczęła krowa i zamyśliła się. – Tu jest, jak jest. – Właśnie widzę – machnął trąbą słoń. Krasula posmutniała. Dlaczego ona nigdy tego nie widziała? Nic, tylko stoi tu, na łące, a tam deszcz, kwiaty i słońce! Smuciła się i smuciła, aż pysk się jej zmęczył.

Znowu się wiec uśmiechnęła: – Zabierzesz mnie tam? No i poszli. Na początku trochę błądzili. – Czy to tu? –  dopytywała Tula przyglądając się z zachwytem trawie, która pachniała inaczej, niż ta na jej łące, drzewom szumiącym opowieści inne niż te, które znała, skrzydłom całkiem różnym od tych, które miały znajome ptaki.

– To nie tu – mówił za każdym razem słoń i wędrowali dalej. W końcu przypomniał sobie, gdzie jest jego miejsce. Zaprowadził tam Tulę.  – I co? Nie mówiłem? – machnął z satysfakcją trąbą. Tula aż zaniemówiła z wrażenia. – Tu …- zaczęła. A później spróbowała trochę trawy.- Tu jest… – No, jak? – dopytywał słoń. Inaczej- uśmiechnęła się do niego krasula. I położyła się na lewym boku, żeby odpocząć po podróży. Słoń tez był zmęczony i chętnie by się zdrzemnął obok krowy, ale kto to widział słonia śpiącego na leżąco. – To ty leż, a ja idę – powiedział i poszedł do kolegów. Tula zasnęła. Śniło je się, że lata. Wystarczy, że machnie jednym uchem i już unosi się nad ziemią. Może lecieć w lewo, może lecieć w prawo, a jak chce, to wcale nie leci , tylko stoi sobie na chmurze. – Tula , leci z nami – wołają do niej ptaki. I Tula leci.  – Tula, pobawimy się ? –  pytają motyle. I Tula leci.  – Tula, dawno u nas nie byłaś – zachęcają krasule do podróży na szczyt sosny wiewiórki.  I Tula leci. Aż tu nagle krasula czuje, że robi się coraz cięższa. Macha jednym uchem – nic. Macha drugim uchem – nic z tego! Nie może latać! Wylądowała na trawie, rozgląda się: jest pięknie, ale domu nie widać. Słonia też nie widać. I w ogóle nikogo bo zrobiło się ciemno. -I co teraz? – zamyśliła się Tula. – Mam mleko, ale nie mam go komu dać. A z pełnymi wymionami daleko nie polecę. Tymczasem Tuli spodobało się latanie. Wróciła więc szybko do domu. A tam bardzo się ucieszyli, bo czekali na nią, i na jej mleko. Po chwili krasula była już lekka jak piórko i właśnie miała znowu polecieć, kiedy się obudziła. Patrzy: leży na swojej łące. Ufff, odetchnęła, bo jednak dobrze poczuć grunt pod nogami. Rozczuliła się : – Jak tu ładnie! A inne krowy w śmiech:  – Patrzcie! Tula, krasula, która się rozczula! Myśli sobie Tula czy to wszystko mi się śniło? Ale widzi tu i tam stokrotki pogniecione, trawa leży, koniczyna wdeptana w ziemię. Może by i pomyślała, że był tu słoń, i że ona krasula latała…ale kto to widział.