Dorota Szczepańska – Tak właściwie to nie ma o czym mówić…

Tak właściwie to nie ma o czym mówić. Przychodziłam TAM od bardzo dawna, przychodzę tam nadal, choć niestety rzadko – o wiele za rzadko jak dla mnie, jednakże wystarczająco często jak twierdzi moja mama. Najpierw były „Kamienie na szaniec”, potem różne inne różności, ale zawsze to była magia. No i tu leży pies pogrzebany. Bo nic nadzwyczajnego się nie dzieje – przychodzi się, wypożycza się, kilka słów zamienia się, do widzenia i do domu… Ale, kurka wodna, magia jest i już. Jakieś takie zawoalowane natchnienie mnie po wizycie tam dopada, taka jakaś tęsknota za lepszym światem, choć to nie świat jako taki ma być lepszy tylko ludzie… Ale za ludźmi, z którymi można pogadać o literaturze, co dla niektórych jest co najmniej niezrozumiałe, albo o poezji, co w ogóle zakrawa na najlepszą drogę do szaleństwa.

Miałam ostatnio rozmowę z koleżanką w pracy:

-Wiesz, Ela, poszłam na zaoczną polonistykę.

– Straszne.

– Dlaczego?

– Polonistyki nie wolno studiować zaocznie.

– Czemu?

– Nie ma czasu na czytanie książek.

– Ale ja pracuję, nie mogę dziennie.

– Jak się pracuje, nie powinno się studiować polonistyki.

To byłby już drugi pies… Ale dziewczyna trafiła w sedno. Że nie ma innego wyjścia, to wiadomo, pracować trzeba i podnosić kwalifikacje także trzeba. Ale to jest „zabijanie sztuki”, to umieszczanie cudu w jednym rzędzie z podrzędnymi sprawami. Może są tacy ludzie, którzy potrafią z robienia zakupów spożywczych uczynić poezję; ja nie umiem. Ja mogę co najwyżej zacytować wiersz „Na straganie”. Albo zrymować własny. Ale uczynić poezji z codzienności nie umiem, choćby mnie pokroić, nie da rady i już. I kropka. Nieco poważniej. Boli mnie bardzo sprowadzanie książki do roli „zapchaj-dziury”. Nie mam co zrobić z rękami, to poczytam. Nie tak trzeba. Wiem, mamy mało czasu. Wiem także i to, że będzie go coraz mniej – kryzys, kolejne załamania cenowe, podwyżki, deficyty i braki przyczyniają się do ogromnego spustoszenia w sercach i umysłach. Ale naprawdę, trzeba sobie powiedzieć, każdy sam: dam radę! Przeszliśmy tyle to i dalej przejdziemy. A gdzie w tym wszystkim książka? Jest moim powrotem. Moim wyciszeniem, spełnieniem marzeń, drogą do domu. A w domu – wiadomo – najlepiej…
Lublin, 21.10.2011